Już wiem, co będzie grało w Kafo jutro rano, bo Marta okazała się mistrzem tańca* ala Siemacho ala Sam z Didi The Dragon.
Jak już wiecie (i pijecie) mamy kilka kaw z palarni Doubleshot: Rwanda, Brazylia, El Salvador i Burundi. Jak zawsze od nich - microloty, ściągane w systemie direct trade, świeże, pachnące i światowe (ziarno także w ofercie Nordic Aproach i Stumptown) Jak zawsze też dosyć ciemno wypalone, a więc spodziewajcie się mocniejszych wrażeń, i bardziej klasycznych smaków. W międzyczasie kończymy Kenie od Kofi Brand, a w kolejce czekają już świeżaki od Tima Wendelboe.
W espresso u nas nadal Ethiopia Limu ale ciągle za świeża, dlatego na klika dni wracamy do mieszanki Royal, a nuż Ethiopia dojrzeje w wielkim stylu.
W Pt, Sb i Pn będziemy czynni, godziny otwarcia już wkrótce, a warsztaty o mleku już 6 kwietnia, ale o tym też później.
Cześć!
*zaraz obok bycia mistrzem w zalewaniu dripów i montażu
Ta kawa pojawiła się u nas równie niespodziewanie jak wiosna w Rzymie. Ale dobrze się stało - jest OSOM, jest niesamowita, jest taka jak lubimy. Pierwsze 350g wypiliśmy w ciągu trzech godzin - zazwyczaj nie czuję już kofeiny ale tym razem zaczęło łaskotać.
Jest niesamowicie słodka, owocowa z bardzo aksamitnym body. Poszukajcie czekolady i słodkiej pomarańczy, lekko lukrecjowa… Dobroć!
W dużym latte i mocce tego nie wypijecie, ale espresso i inne mało mleczne kawy przyjmują ją z chęcią. Proście o Panamę.
Dziękujemy panu Graciano Cruz.
(i ekipie z Cafe Silesia)